Zwierzyniec jak co roku

Pobyt w Zwierzyńcu w 2021 roku, był dla nas początkiem wyprawy rowerowej w nieznane. Niecałe trzy dni spędziliśmy z przyjaciółmi, odwiedzając stałe miejsce wakacyjne, jak pizzeria Mango, kino na dziedzińcu Browaru, czy Sklep Euro, w celu nabycia cebularza zwierzynieckiego. Więcej o naszych wypadach do Zwierzyńca tutaj.

Roztoczański Park Narodowy w Zwierzyńcu
Ścieżka w Roztoczańskim Parku narodowym w Zwierzyńcu

Suche Lipie

Na niedzielną trasę zaplanowaliśmy trochę ponad 40 km, ze Zwierzyńca ruszyliśmy w stronę Szczebrzeszyna. Tam jak z nieba, spadł nam festiwal food trucków w sam raz na niedzielny obiad. 

Wszyscy dobrze wiedzą, że w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie i Szczebrzeszyn z tego słynie. Nie wszyscy pewnie jednak wiedzą, że miejscowość ta, jest stolicą języka polskiego i ma nawet swój festiwal, który mieliśmy przyjemność odwiedzić w 2018 roku.

Szczebrzeszyn, festiwal food trucków
Festiwal Food trucków w Szczebrzeszynie

Trasa, którą wybraliśmy ze Zwierzyńca do Szczebrzeszyna, była znacznie bardziej malownicza, niż ta sugerowana przez Green Velo.

Wywłóczka, Turzyniec Topólcza, Kawęczyn to niewielkie miejscowości ciągnące się po lewej stronie rzeki Wieprz. Pełne starych zabudowań z pięknymi ogrodami, z dala od zgiełku samochodów.

My na roztoczu
My na roztoczu

Nasza trasą wiodła dalej przez Zalew w Nieliszu, Nawóz aż do Suchego Lipia, (gdzie przenocowaliśmy w domu mojego kuzyna). Czas zwolnił, a niektóre wioski wydawały się jak z bajki. Sklepy bez kas fiskalnych, stare domy ozdobione przez mijający czas, z wyjątkową pieczołowitością.

Sklep spożywczy w Maszowie
Sklep spożywczy w Maszowie
Opuszczony dom Suche Lipie
Opuszczony dom Suche Lipie

Dzień w słońcu, noc w deszczu

Nazajutrz rano postanowiliśmy ruszyć najkrótszą droga w stronę Żółkiewki, podobno kiedyś była przejezdna. Godzinę później wracaliśmy ciężsi o kilogramy błota, na szczęście szlauch był pod ręką.

Suche Lipie
Suche Lipie

Przed nami był cały dzień jazdy, wyprawa rowerowa w mocno dającym się we znaki, słońcu nie należy do najłatwiejszych. Dodatkowo teren wznosił się i wznosił, ale za to widoki były coraz piękniejsze.

okolice Rudnika
okolice Mościsk
okolice Żółkiewki
Opuszczony dom, okolice Żółkiewki

Późnym popołudniem na mojej twarzy było widać wszystkie promienie słońca. Rozbiliśmy namiot na bardzo przyjaznym, cichym campingu u Kraka pod Nałęczowem. Polecamy to miejsce wszystkim strudzonym rowerzystom, ludzie którzy tam spędzali czas byli, bardzo kulturalni, infrastruktura dobrze przygotowana. Na miejscu był bardzo dobrze wyposażony sklep, a kilometr dalej, Biedronka. Tego wieczoru królowały wegetariańskie burgery z sera halloumi upieczonego na naszym małym grillu. Pod wieczór błogie miny trochę nam zrzedły, gdyż w nocy miała być burza. Marta wpadła jednak na prosty i genialny pomysł.

Camping u Kraka w Nałęczowie
Camping u Kraka w Nałęczowie

Burza w namiocie – pro tipy

Późnym wieczorem, przenieśliśmy nasz namiot pod wiatę. Jej lewa ściana była ścianą stajenki dla licznych koni i osłów, które mieszkają w tym miejscu.

Camping u Kraka w Nałęczowie, drewniana dobudówka to miejsce w którym rozbiliśmy namiot
Camping u Kraka w Nałęczowie, drewniana dobudówka to miejsce w którym rozbiliśmy namiot

Zabezpieczyliśmy wszystkie nasze rzeczy i szybko zasnęliśmy. Burza nadeszła około 3 w nocy i nie dała nam spać w zasadzie do rana. Wielka ulewa, błyski i huki, były jednak znośne w tych warunkach. Tak ciepłej nocy w namiocie, w sierpniu, jeszcze nie przeżyłem – dziękujemy wam zwierzątka za ciepłą ścianę!

Camping u Kraka w Nałęczowie
Camping u Kraka w Nałęczowie

Mieliśmy dużo szczęścia, tej burzowej nocy. Postanowiłem zebrać kilka wskazówek przydatnych w takiej sytuacji, oczywiście prawdopodobieństwo, że uderzy w nasz namiot piorun jest niewielkie. Znacznie gorzej byłoby, gdyby silny wiatr potargał nasz domek lub gdyby zlało nas, do suchej nitki z powodu złego naciągu elementów. 

Na co więc warto zwrócić uwagę:

  • Po pierwsze, zawsze sprawdzamy wcześniej pogodę na wyjeździe rowerowym, być może wtedy znajdziemy bezpieczne schronienie. W przypadku gdy robicie pętle i macie w zanadrzu samochód, warto wybrać go jako nocleg, jest dużo bardziej bezpieczny na burzową noc.
  • Gdy nie mamy wyjścia, unikamy rozbijania namiotu pod drzewem lub nad rzeką, woda przewodzi prąd, a drzewa są najlepszym celem dla piorunów.
  • Sprawdźcie czy namiot jest solidnie rozbity – tropik dobrze naciągnięty, śledzie głęboko wbite w ziemię. No i czy nie jesteśmy rozstawieni w miejscu, które może za chwile być małym jeziorkiem.
  • Znawcy mówią, że postawa na kucka w trakcie burzy jest najbardziej bezpieczna, więc jeśli jest naprawdę niebezpiecznie, a wy nie macie innej opcji niż namiot, to przeczekajcie skuleni i nie dotykajcie ścianek mokrego namiotu.

Na pewno po takiej nocy, będzie co wspominać 🙂

Rowerem po Mazowszu

Następnego dnia temperatura z 37 stopni, spadła do 17 stopni Celsjusza. Wiało i chwilami padał lekki deszcz – pogoda nie sprzyjała. My jednak niezrażeni, cieszyliśmy się malowniczą okolicą. Po drodze zatrzymaliśmy się w Nałęczowie i Kazimierzu Dolnym oraz Czarnolesie.

Park Zdrojowy w Nałęczowie
Park Zdrojowy w Nałęczowie

Pro Tip Kazimierza

Kazimierz Dolny nie należy do najtańszych miejsc, można jednak w jednej z małych uliczek, znaleźć Bar Szarada, jak na bar przystało, serwują rosół, placki ziemniaczane, czarną parzoną kawę. Jest w nim ciepło i przytulnie. Polecamy.

Bar Szarada w Kazimierzu Dolnym
Bar Szarada w Kazimierzu Dolnym

Aby skrócić drogę z Kazimierza do Kozienic, wsiedliśmy na prom w Janowcu, za kilka złotych dostaliśmy się na drugi brzeg Wisły, przeprawa jest regularna i stanowi nie lada atrakcję. Cennik i rozkład kursów znajdziecie tutaj.

Prom w Janowcu
Prom w Janowcu

Kolejnym punktem na naszej mapie był dworek Jana Kochanowskiego w Czarnolesie, pogoda i warunki sprawiły jednak, że nie usłyszeliśmy od czarnoleskiej lipy – Gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie! Nie dojdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie.

Wieczorem dotarliśmy do Kozienic, na nocleg wybraliśmy Camping 74. Miejsce to ma bardzo dogodną lokalizację i kosztuje naprawdę niewiele. Niestety ta noc nie była dla nas komfortowa, na przywitanie usłyszeliśmy muzykę biesiadną. Do rana było słychać głośne rozmowy i sety campingowego DJa. Niewyspani i zmarznięci, po chłodnej nocy, ruszyliśmy nazajutrz w stronę Warszawy.

Kozienice
Kozienice

Hej, Warszawo!

Pola, lasy i płasko, że hej! Chmury zwiastujące deszcz, goniły nas przed siebie, na ten dzień zaplanowaliśmy ponad 100 km trasy.

Po drodze złapaliśmy mały bonus w postaci drugiej przeprawy promowej. Bo co to za wycieczka rowerowa bez przepłynięcia jakiejś rzeki promem. Przeprawiliśmy się w miejscowości Świerże Górne, opcja o tyle atrakcyjna, że najbliższe mosty na prawą stroną Wisły, są w Górze Kalwarii lub Dęblinie. Widok z platformy promu, dosyć niezwykły, bo w całej okazałości widzimy Elektrownie Kozienice. 

Prom Śwerże Górne
Prom Śwerże Górne

Wilga, Józefów i Otwock doprowadziły nas do Warszawy.

IMG 20210818 170644
Warszawa Falenica

Hola, hola! Po drodze złapałem kapcia, a Marcie wkręciły się sznurki od namiotu w szprychy. No cóż, dwa największe trudy skumulowały się na ostatnie dwa kilometry trasy. Na szczęście zawsze mamy przy sobie niezbędne wyposażenie na takie chwile. Plastikowe łyżki, dętka i dobra pompka (po tym wyjeździe już taką mamy, bo poprzednie, tak zwane marketowe, są po prostu szrotem).

Warszawa Ulrychów
Warszawa Ulrychów

W Warszawie zatrzymaliśmy się u naszej przyjaciółki z rowerowej szajki. Następny dzień upłynął nam na zwiedzaniu Warszawy na rowerze. 

Pałac Kultury i Nauki, Warszawa
Pałac Kultury i Nauki, Warszawa

Zobaczyliśmy między innymi wspaniałą wystawę palestyńskiej artystki Mirny Bamieh w U-jazdowski. Mirna bada lokalne tradycje kulinarne związane z fermentacją żywności: wytwarzaniem kiszonek, pikli, octów czy napojów fermentowanych. Fermentacja jest procesem, za który odpowiadają miliony mikroorganizmów bakterii, grzybów czy pleśni – w jego przebiegu niektóre z nich umierają, inne się rodzą. Dla artystki ten mikroświat jest metaforą życia ludzkiego;

U-jazdowski, wystawa Mirny Bamieh
U-jazdowski, wystawa Mirny Bamieh

Sezon ogórkowy

Kończę ten wpis po kilku miesięcznej przerwie, w pisaniu bloga i sporadycznych wypadkach rowerowych. Dużo się zmieniło w naszym życiu. Brakuje nam czasu na beztroskie wycieczki rowerowe i nie jeżdżę już rowerem do pracy. Zacząłem pracować zdalnie i co bardzo istotne, odziedziczyliśmy małe gospodarstwo rolne. Odruchowo kultywujemy tradycje naszych przodków. Rok 2022 upływa pod znakiem uprawy ziemi i przetwarzaniem jej darów. Mam wrażenie z perspektywy czasu, że wystawa Mirny, którą zobaczyliśmy rok wcześniej, była rodzajem impulsu i zapowiedzi.

W związku z ogórkowym sezonem rowerowym, teraz nieliczne przejażdżki smakują jeszcze bardziej. Mam nadzieję, że w najbliższych latach, uda mi się osiągnąć balans między czasem potrzebnym na uprawę ogrodu warzywnego, a wolnością jaką daje rower. 

Do zobaczenia na szutrach, ścieżkach i asfaltach!

No responses yet

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *