R10 – prolog

r10
R10

Przed wyjazdem na R10 przeczytałem kilka blogów i śledziłem newsy z grupy na Facebooku. Szlak ten jest jednym z najpopularniejszych zarówno wśród doświadczonych sakwiarzy, jak i tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z dłuższymi wycieczkami rowerowymi. Kilka lat temu, jakaś para kupiła stare sakwy Marty, dwa dni przed swoim pierwszym wyjazdem w życiu, właśnie na R10. Szlaku nie przejechałem kilometr po kilometrze, wybierając czasem alternatywne drogi ze względu na czas, który gonił. Na wstępie mówię też, że nie będzie nic o Klukach (najtrudniejszy technicznie odcinek trasy), żeby nie doprowadzić do jakiegoś wielkiego rozczarowania kogoś, kto szuka takiej informacji. Jeśli jednak szukacie informacji o spaniu na dziko oraz kilku fajnych miejscach po drodze, to warto czytać dalej.

Najbardziej rzetelnie wyznaczoną trasę R10 Velo Baltica znajdziemy w poniższych linkach:

Świnoujście-Elbląg, Karwia-Hel

Podróż do Świnoujścia

W naszą podróż na R10 wybraliśmy się pociągiem z Rzeszowa do Świnoujścia. Wyjazd o 5 rano był trudnym wyzwaniem, ponieważ dzień wcześniej, wróciłem z pierwszej części wakacji, o której wspominałem tutaj. Nie zważając jednak na trudności, spotkałem się ochoczo z Kamilem w umówionym dniu, o 5 rano. Zaledwie 13 godzin później, byliśmy już w Świnoujściu:) W tym miejscu zabraknie zdjęcia z Bramy Granicznej pomiędzy Świnoujściem, a Ahlbeck. Wybaczcie, ale było na tyle późno, a my byliśmy na tyle zniecierpliwieni już samą podróżą pociągiem przez całą Polskę, że pogoniliśmy naprzód.

Świnoujście, Stacja PKP
Świnoujście, Stacja PKP

Nocleg MLP

Tego dnia dojechaliśmy w okolice Warnowa. Po drodze po raz pierwszy natknęliśmy się na trudność w przejechaniu deptakiem jednego z miast. Ikona nad polskim morzem – Międzyzdroje. Miasto było bardzo zadeptane przez turystów, a slalom miedzy pieszymi na ścieżce rowerowej był bardzo uciążliwy. Pierwszej nocy postanowiliśmy nie ryzykować zbytnio z noclegiem na dziko i rozbiliśmy się na działce leśnej wyznaczonej przez Lasy Państwowe dla amatorów takiej formy nocowania. Dostępne obszary można sprawdzić w aplikacji Bank Danych o Lasach.

Noc była bardzo cicha. Zboczyliśmy odrobinę z trasy szukając miejsca do spania, więc poranek spędziliśmy na piaszczystych drogach prowadzących do R10, na które wjechaliśmy dopiero w Kołczewie. Dalej droga wiodła już prosto do Dziwnówka.

Okolice Warnowa
Okolice Warnowa

Morze

Przejeżdżając przez Dziwnówek, natrafiliśmy na miłego sklepikarza, który polecił nam uciec z R10 i przeprawić się trasą dla biegaczy, która prowadzi nad samym morzem. Ostrzegał jedynie przed fragmentem, w którym będziemy musieli ominąć Hotel Gołębiewski w Pobierowie i przeprawić się przez plażę w Łukęcinie. Wybór był znakomity, pomimo konieczności znoszenia rowerów po piaskowej skarpie i pchania go kawałek po plaży.

Plaża w Łukęcinie
Plaża w Łukęcinie

Towarzysz

Po chwili wyciszenia na plaży w Łukęcinie, ruszyliśmy dalej. Przejeżdżając przez deptak w Pobierowie, trafiliśmy na człowieka, który postanowił nam towarzyszyć przez następne 50 km, czasem na dwóch, a czasem na jednym kole. Był to miłośnik wyczynowej jazdy na rowerze z Dolnego Śląska. 

Jazda na jednym kole
Jazda na jednym kole

Dotarliśmy wspólnie na jedną z piękniejszych plaż, na którą nie dociera zwykły turysta, z uwagi na odległości od głównej drogi i przeprawy przez las.  Punkt widokowy Pogorzelica-Mrzeżyno był idealnym miejscem na odpoczynek od upału, który dawał się we znaki.

Najlepiej jednak nie przechodzić za ogrodzenie przed klifem, ze względów bezpieczeństwa i dla poszanowania przyrody. My zrozumieliśmy to dzięki ostrzeżeniu od straży ochrony wybrzeża:)

Punkt widokowy Pogorzelica-Mrzeżyno
Punkt widokowy Pogorzelica-Mrzeżyno

Latarnie morskie

Napotkany po drodze towarzysz, opowiedział nam o wyprawie jaką miał z córką rok wcześniej. Szlakiem latarni morskich to znakomity pomysł na kolejną wyprawę nad morze.

Po drodze widzieliśmy z bliska piękną latarnię w Gąskach, wcześniejsze i późniejsze, aż do Helu, były tylko małymi punktami w oddali. 

Latarnia morska w Gąskach
Latarnia morska w Gąskach

Dzik na plaży

Tego dnia wieczorem po ponad 130 km dotarliśmy do Łazów. Ostatni fragment trasy przebiegał między dwoma wielkimi wodami, z jednej strony Bałtyk, a z drugiej jezioro Jamno. Na koniec dnia postanowiliśmy zamoczyć nogi w Bałtyku na plaży w Łazach i szukać w okolicy noclegu. Nie lada atrakcją i obiektem wielu fotografii okazał się dzik, poszukujący przysmaków w plażowych koszach. Nie bał się nikogo i fragment po fragmencie przemierzał plaże rozrywając plastikowe worki. Prawdopodobnie ten sam dzik odwiedził nas w nocy w lesie i szarpał Kamilowi namiot w poszukiwaniu przysmaków. Po wcześniejszej przeprawie z komarami podczas rozbijania namiotu, mieliśmy tego dnia aż nadmiar atrakcji. Rano pozbieraliśmy się czym prędzej z myślą dotarcia wieczorem do Łeby.

Dzik na plaży w Łazach
Dzik na plaży w Łazach

Niezwykła plaża

Trzeciego dnia naszej wyprawy, między Darłowem a Jarosławcem, mieliśmy okazję jechać ścieżką przy jednej z najładniejszych plaż jakie widziałem nad Bałtykiem.

Droga wewnętrzna Urzędu Morskiego
Droga wewnętrzna Urzędu Morskiego

Uroku dodawał im na pewno fakt, że były dosyć puste, bo nie dało się dojechać do nich samochodem. Docierali tam jedynie rowerzyści bez parawanów.

Plaża Kopań
Plaża Kopań

Dopiero po przekroczeniu kanału łączącego jezioro Kopań z Morzem Bałtyckim, w okolicach plaży Wicie, napotkaliśmy pierwszych parawaniarzy na tym odcinku.

Droga do plaży w Wiciach
Droga do plaży w Wiciach

Krajana spotkasz wszędzie

W okolicach Ustki spotkaliśmy na swojej drodze miłego sakwiarza z Podkarpacia. Był to już jego trzeci raz na R10, poradził nam żebyśmy sobie odpuścili słynne Kluki w okolicach jeziora Łebsko, za względu na błoto, zresztą i tak nie mieliśmy już zbyt wiele czasu do końca naszej wyprawy. Nie żałujemy, bo do końca dnia widzieliśmy masę pięknych miejsc, a upał tak dawał się we znaki, że po przejechaniu ponad 100 km, padliśmy ze zmęczenia. Zdecydowanie błotne atrakcje tego dnia byłyby już zbędne.

Ruiny domu w okolicach Ustki
Ruiny domu w okolicach Ustki
Kierunkowskaz w Retowie
Kierunkowskaz w Retowie
Smołdzino
Smołdzino

Nocleg w deszczu

Trzeci dzień miał się już ku końcowi, rozglądaliśmy się więc za miejscem na nocleg. Prognozy zapowiadały deszcze na nadchodząca noc. Napotkany po drodze mieszkaniec Lisiej Góry, polecił nam gdzie o tej porze można zjeść coś ekstra i gdzie można przenocować na dziko. Po drodze więc nie omieszkaliśmy wstąpić na burgera do Rowerowej Przystani w Izbicy.

Na nocleg wybraliśmy wydzielony obszar, który rozpoczyna żarnowską ścieżkę przyrodniczą obok mostu na rzece Łeba. Możemy więc powiedzieć, że cel na ten dzień został zrealizowany i dotarliśmy do Łeby. Obszar ten wydzielony został do użytku z terenu Słowińskiego Parku Narodowego, więc rano odwiedziła nas straż leśna, ale popatrzyli na nasze zmoknięte namioty i pojechali dalej. Miejsce to wybraliśmy na nocleg głównie z tego powodu, że w każdym momencie mogliśmy uciec pod zadaszenie, w razie gdyby deszcz przerodził się w gwałtowną burzę. Po doświadczeniach z poprzedniego roku pamiętałem, że warto dobrze przemyśleć miejsce rozbicia namiotu, gdy prognoza zwiastuje deszcz lub burzę (dla przypomnienia można przeczytać o tym tutaj). Wspaniałe było też to, że na tym terenie były Toi Toi z bieżącą wodą.

Gać, Słowiński Park narodowy
Gać, Słowiński Park Narodowy

Go Hel!

Czwartego dnia naszej wyprawy, na Hel zostało jakieś 120 km. Upał zelżał, a po wczorajszej ulewie jechaliśmy slalomem między kałużami. Dotarliśmy do Łeby no i trach, z tylnego koła zeszło mi powietrze. Po krótkiej chwili i rozpakowaniu tobołów, założyłem nową dętkę i ruszyliśmy dalej. Nasze telefony miały coraz słabsze baterie, opuszczaliśmy więc jazdę na nawigacji. W pewnym momencie zgubiliśmy się, każdy z nas pojechał w innym kierunku, z powodu niedokładnych oznaczeń trasy. Tego dnia zgubiliśmy się w sumie dwa razy, kolejny raz rozdzieliliśmy się kawałek za latarnią Stillo i spotkaliśmy dopiero 20 km dalej w okolicach Białogóry. Samotny przejazd przez te wspaniałe lasy, miał w sobie przepiękny moment – byłem sam na sam z zachwycającą przyrodą. 

Las między Osetnikiem a Kopalino
Las między Osetnikiem a Kopalino

Po tych chwilach pełnych zieleni, wjechaliśmy do cywilizacji. Władysławowo, Chałupy, Jastarnia. Miejscowości te, były wakacyjnie głośne i pełne ludzi.

Droga na Hel
Droga na Hel

Nie było jednak odwrotu, noc spędziliśmy na polu namiotowym, już na starcie gwarantowało to nieprzespaną noc. Następnego dnia dojechaliśmy na Hel i tam nasza podróż się zakończyła. Pokonaliśmy 439 km w ciągu trzech intensywnych dni jazdy i dwóch krótkich, przeznaczonych na dojazdy i zwiedzanie.

Hel
Hel

Epilog

R10 jest zróżnicowaną trasą z pięknymi nadmorskimi widokami. Bywa jednak uciążliwa i nie wiadomo co gorsze – rozległe piachy czy tłumy turystów na ścieżkach rowerowych.

Najbardziej dotkliwy dla mnie okazał się jednak całonocny powrót na koniec piątego dnia. Po kilku dniach intensywnego wysiłku i jazdy w upale, zaczęły lekko puchnąć mi nogi. 14 godzin spędzonych w pociągu z Gdyni do Rzeszowa, sprawiły, że moje nogi zamieniły się w balony.

Solidne przygotowanie to podstawa każdej wyprawy, ale nawodnienie i częste posiłki są równie ważne. Dzięki odpowiedniemu przygotowaniu dużo dłuższe dystanse są możliwe, nawet z pełnym ekwipunkiem, więcej tutaj.

Na trasie odżyły również wspomnienia z dzieciństwa i kolonijnych wyjazdów nad morze, poniżej pamiątka z Sarbinowa:)

Sarbinowo
Sarbinowo

Do zobaczenia na szutrach, ścieżkach i asfaltach!

No responses yet

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *